„Tajemnicza śmierć Marianny Biel” – Marta Matyszczak

sssssssss„Tajemnicza śmierć Marianny Biel” – Marta Matyszczak

tajemnicza śmierć

Kiedy dostałam książkę Marty Matyszczak do ręki i przeczytałam krótką notkę wydawniczą, pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy – czyżby nowa Chmielewska? Zaczęłam ją czytać z lekką obawą czy się nie rozczaruję. Oczekwiania miałam spore, bo poprzeczkę postawiłam wysoko. Liczyłam na ciekawy kryminał z dużą dawką humoru, ironii i zaskoczenia. Na szczęście się nie zawiodłam :).

Dwóch narratorów

Śmierć, piwnica, tajemnica i…pies. Co te wszystkie rzeczy mają ze sobą wspólnego? Okazuje się, że bardzo dużo. „Tajemicza śmierć Marianny Biel” jest historią opowiadaną przez dwóch narratorów. Jednym z nich jest człowiek, a drugim…pies. Gucio, bo tak ma na imię ten uroczy kundel, zostaje przygarnięty ze schroniska przez niejakiego Szymona Solańskiego, który jest jedną z pierwszoplanowych postaci książki. Gucio razem ze swoim nowym panem, który nota bene jest byłym policjantem, starają się rozwikłać tajemnicę śmierci aktorki chorzowskiego teatru, Marianny Biel. Biel została znaleziona martwa w piwnicy familoka, do którego wprowadził się Solański z Guciem. Familok jest zamieszkany przez pozornie niepowiązane ze sobą osoby, różniące się od siebie praktycznie wszystkim. Niezawodna intuicja podpowiada Solańskiemu, że śmierć Marianny Biel, to nie był nieszczęśliwy wypadek. Rozpoczyna śledztwo. W rozwiązywaniu zagadki poza oczywiście niezastąpionym Guciem, pomaga mu jego dawna koleżnka z klasy Róża Kwiatkowska. Czy udaje im się rozwiązać tajemnicę? Czy faktycznie było to zabójstwo czy po prostu tragiczny wypadek? Gorąco zachęcam do lektury i zapewniam, że się nie rozczarujecie.

tajemnicza śmierć

Autorka operuje błyskotliwym językiem. Bohaterowie stosują cięte riposty, odnajdujemy też dużo ironii i sarkazmu. Jednocześnie, postaci nie są papierowe, nijakie, skrywają tajemnice, przeżywają osobiste tragedie. Marta Matyszczak ukazuje też trudne relacje łączące bohaterów. W uroczy sposób przedstawia również świat śląskich familoków.  Dla osób nie mających nigdy z tym styczności może to być niemałym szokiem. Do tego gwara śląska, która dla osób spoza regionu będzie niezrozumiała, niemniej jednak sprawia, że opowieść jest bardziej autentyczna. Fabuła jest świetnie skonstruowana, poza wydarzeniami teraźniejszymi, występuje tu dużo retrospekcji. A pomysł z włożeniem narracji w pysk Gucia był strzałem w dziesiątkę :).

Marta Matyszczak to nie Chmielewska

Czy Marta Matyszczak to nowa Chmielewska? Z przyjemnością stwierdzam, że nie. Bynajmniej nie dlatego, że nie lubię tej drugiej. Tylko dlatego, że powielanie byłoby nudne, a Matyszczak ma swój niepowtarzalny styl i zrobiła kawał dobrej roboty. Moim zdaniem jest to wspaniały debiut i takich życzę wszystkim początkującym autorom. Książkę czytałam z ogromną przyjemnością i nie mogę się już doczekać kiedy sięgnę po kolejną część przygód Gucia, Solańskiego i Kwiatkowskiej.

 

 

Wywiad z Wojtkiem Krusińskim – mój debiut :)

sssssssssWywiad z Wojtkiem Krusińskim – mój debiut :)

Jakiś czas temu na blogu pojawił się post o książce „Porachunki”, którą miałam przyjemność przeczytać http://czytanie-na-sniadanie.pl/porachunki-wojciech-krusinski  Jest to debiutancka powieść Wojtka Krusińskiego, która przedstawia historię dwunastoletniego Adama walczącego o dobre imię koleżanki i swoje. Udało mi się porozmawiać z Wojtkiem o książce i nie tylko.  Wywiad możecie przeczytać poniżej. Proszę o wyrozumiałość, ponieważ jest to mój debiut w tej dziedzinie 🙂

Wojtek Krusiński

Pomysł

Zaczytania:  Masz duże doświadczenie w pisaniu jako dziennikarz. Powieść, to jednak nie reportaż, a przynajmniej nie powinna nim być. Skąd pomysł na ten gatunek?

Wojtek Krusiński: Uwielbiam czytać powieści, dowolny gatunek, i każdą wolną chwilę staram się przeznaczyć na lekturę. Interesuje mnie również, jak opowieści są konstruowane, czytam o metodach pracy powieściopisarzy, ich warsztacie, sposobach na tworzenie wciągających historii. W końcu postanowiłem założyć blog Goodstory.pl, gdzie dzielę się zdobytymi informacjami. Kilka lat temu nadszedł natomiast ten moment, gdy podjąłem decyzję, by napisać własną powieść. Chciałem opowiedzieć historię, której pierwsza scena przyszła mi do głowy około 5 lat temu i wydawała się ciekawym punktem wyjścia. Zajęło mi to sporo czasu, ale udało się i “Porachunki” ujrzały światło dzienne.

„Porachunki” to powieść sensacyjna z wątkiem psychologicznym. Czy długo się przygotowywałeś do jej pisania? Czy czytałeś o jakiś autentycznych przypadkach tego typu?

Do samego pisania nie, znacznie trudniejsze okazało się dla mnie wygospodarowywanie czasu na tworzenie kolejnych scen. Powoli się „rozpędzam”, dlatego pracowałem głównie w weekendy i na urlopach, kiedy mogłem poświęcić na przykład pół dnia na pisanie. Z tego powodu, choć książka jest krótka, łącznie potrzebowałem pięciu lat, by ją skończyć. Od czasu do czasu natykałem się w gazetach o przypadkach pobicia nastolatków przez swoich kolegów bądź koleżanki. Za każdym razem byłem zdziwiony, jak brutalne były te napady i z jakich przeważnie banalnych powodów do nich dochodziło.

Tworzenie

Jak powstawała powieść? Byłam kiedyś na spotkaniu z Zygmuntem Miłoszewskim i on opowiadając o warsztacie pracy mówił, że jest to żmudna dłubanina. Czytelnicy na pewno są ciekawi strony technicznej powstawania książki.

Niewątpliwie Zygmunt Miłoszewski ma rację. Pisanie powieści to ciężka praca, samotna, wymagająca skupienia i samozaparcia, w przeciwnym razie nigdy nie ukończymy książki. W moim przypadku najtrudniej było z systematycznością. Dlatego kilka razy brałem nawet kilkudniowy urlop, by móc w spokoju zająć się tylko i wyłącznie pisaniem. I to było dla mnie najlepsze rozwiązanie. Mam jednak nadzieję, że uda mi się wypracować sposób, by rozpoczynać pracę nieco szybciej. Moja obecna metoda polega na tym, że kończę pisanie sceny w połowie, by kolejnym razem łatwiej zacząć opowiadać historię dalej. Liczę, że to mi pozwoli napisać drugą powieść w krótszym czasie niż „Porachunki”!

Napisałeś ostatnie zdanie książki i co dalej?

Staram się promować “Porachunki” w mediach społecznościowych i jednocześnie zacząłem pisać drugą książkę, tym razem kryminał. Na razie podoba mi się to, co piszę. Jeśli po przeczytaniu całości dalej będę z zadowolony z tekstu, postaram się go wydać. W przeciwnym przypadku, zacznę wszystko od nowa. Zależy mi z jednej strony, by o “Porachunkach” dowiedziało się, jak najwięcej osób, zaś z drugiej, by nie przestawać pisać, bo tylko w ten sposób można ćwiczyć warsztat i wypracowywać swój styl.

Wydawanie

Wiem, że sam wydałeś swoją książkę? Dlaczego?

W.K.: Z kilku powodów, ale głównie dlatego, że “Porachunki” są powieścią dla mnie szczególną, bo pierwszą, z której jestem zadowolony na tyle, że postanowiłem podzielić się nią z innymi. Poza tym od lat prowadzę blog o pisaniu, gdzie piszę także o samodzielnym wydawaniu książek. Nie miałem jednak z tym tematem bezpośredniego doświadczenia, więc uznałem, że czas najwyższy wypróbować self-publishing na sobie. W skrócie – założyłem wydawnictwo, nawiązałem kontakt ze świetną redaktorką, zaprojektowałem okładkę, zdobyłem numer ISBN, znalazłem dystrybutora i zacząłem sprzedaż. Każdy z “kroków” wymagał oddzielnego researchu, którym planuję podzielić się w przyszłości ze swoimi czytelnikami na blogu.Nie przekreślam jednak współpracy z innymi wydawnictwami, ale o tym będę myślał dopiero, gdy skończę pisać kolejną powieść.

Czy trudno jest początkującym pisarzom znaleźć wydawcę?

Prawie każde wydawnictwo ma swojej stronie zakładkę “Dla Autorów” albo “Wydaj u nas książkę”, gdzie znajdują się szczegółowe informacje, co należy zrobić, by redaktor zainteresował się naszą powieścią. Najważniejsze, to zastosować się do wytycznych i wysłać swoje dzieło do wydawnictwa, które w swojej ofercie ma podobne gatunkowo książki. Dla przykładu, nie ma sensu wysyłać powieści fantasy do wydawnictwa, które jest zainteresowane tylko kryminałami i thrillerami. Niewątpliwie należy uzbroić się w cierpliwość, gdyż czasami na odpowiedź trzeba czekać po kilka miesięcy. Nie powiem jednak więcej, gdyż sam jeszcze nie “przetestowałem” tej ścieżki. Życzę jednak wszystkim autorom powodzenia w znalezieniu wydawcy!

Dziękuję za rozmowę i zachęcam do zadawania pytań w komentarzach. Autor z chęcią na wszystkie odpowie 🙂

„Nie wrócą te lata. Autobiografia i listy do męża” – Irena Jarocka; opracowanie Mariola Pryzwan

sssssssss„Nie wrócą te lata. Autobiografia i listy do męża” – Irena Jarocka; opracowanie Mariola Pryzwan

Irena Jarocka

Irenę Jarocką zawsze traktowałam jak wiele innych polskich piosenkarek (Jantar, Santor) – znałam tylko kilka hitów i wiedziałam jak wygląda. Nie należała do moich ulubionych wykonawczyń, więc nie interesowałam się jej innymi utworami ani życiorysem. Jednak po przeczytaniu książki „Nie wrócą te lata” muszę przyznać, że jej postać bardzo mnie zaciekawiła.

O Jarockiej słów kilka…

Irena Jarocka urodziła się w 1946 r. w dosyć biednej rodzinie. Od samego początku przejawiała miłość do śpiewania i grania na scenie. Swoją przygodę ze śpiewem w Studiu Piosenki w Gdańsku i od tej pory kontynuowała tę pasję. Występowała na wielu festiwalach i konkursach i pięła się po szczeblach kariery. Jeździła również poza granice Polski (np. do ZSRR) i w czasie jednej z takich podróży poznała swojego przyszłego męża Michała Sobolewskiego. W tym czasie Jarocka była związana z Marianem Zacharewiczem, ale związek ten nie przetrwał i ostatecznie los połączył ją z Sobolewskim. Irena Jarocka wyjechała również na kilkuletnie stypendium do Paryża, gdzie szkoliła swój warsztat wokalny, poznawała wiele wpływowych osób ze swiata sztuki i muzyki, niektóre z nich pomogły jej w dalszej muzycznej drodze.

Życie w USA

W pewnym okresie swojego życia wyjechała na występy do USA. Po urodzeniu córki w 1982 r. na krótką chwilę zaprzestała śpiewania, ale szybko znów wróciła do USA, aby stanąć na scenie. Po tym jak jej mąż otrzymał pracę w USA dołączyła do niego na stałe razem z córką. Ich pobyt tam trwał 17 lat. Początkowo zajmowała się córką i domem, ale potem nadal nagrywała płyty i koncertowała. Do Polski wróciła w 2007 roku, a zmarła w 2012 r.

Ludzie listy piszą…

Od samego początku znajomości z Michałem Sobolewskim pisali do siebie listy. Listy Jarockiej do Sobolewskiego są zawarte w tej książce. Muszę przyznać, że tak jak autobiografię czytało mi się bardzo przyjemnie, tak listy mnie zmęczyły. Autobiografia pokazuje jak z niepewnej siebie, zakompleksionej dziewczyny rodzi się dojrzała, wiedząca czego chce kobieta i artystka. Czyta się ją bardzo dobrze, Jarocka pisze o swoich wątpliwościach, o swoich lepszych i gorszych dniach. Poznajemy również od środka świat piosenkarzy i artystów. Okazuje się, że to co widzimy na scenie, co wydaje nam się takie piękne i lekkie, jest efektem ciężkiej pracy, często trudnych warunków na zapleczu i innych niedogodności. Jarocka operuje lekkim piórem i odbiór jej wspomnień jest bardzo łatwy. Po lekturze autobiografii zapałałam sympatią do piosenkarki.

Nie moja bajka

Lektura listów była jednak dla mnie drogą przez mękę. Nie byłabym dobrym paparazzi. Kompletnie nie interesuje mnie intymna relacja pomiędzy dwoma osobami. Jarocka używa wielu zdrobnień, ciągle podkreśla swoje uczucie do męża, wspomina jak jest jej bez niego ciężko. Odbierałam ją jako nieporadną, małą dziewczynkę, która bez wsparcia mężczyzny nie poradzi sobie w dalekim kraju. Rozumiem, że to są listy i w listach, zwłaszcza do bliskiej osoby, człowiek uzewnętrznia się i pisze o wszystkich swoich nawet najbardziej intymnych problemach. Dlatego moim zdaniem listy, szczególnie te bardzo osobiste, powinny być własnością tylko nadawcy i adresata, a nie oglądać światło dzienne. A jak Wy uważacie? Lubicie czytać list słynnych osób?

Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do sięgnięcia po książkę „Nie wrócą te lata” :). Jestem ciekawa Waszych wrażeń.

„Miłość w czasach zarazy” – Gabriel Garcìa Màrquez

sssssssss„Miłość w czasach zarazy” – Gabriel Garcìa Màrquez

Czytelniczy rok zakończyłam książką „Miłość w czasach zarazy” i uważam, że była to cudowna przygoda, o której chciałabym Wam teraz opowiedzieć. Na półce od dawna stoi i czeka „Sto lat samotności„, ale to „Miłość w czasach zarazy” była pierwszą książką Màrqueza, którą przeczytałam i mnie oczarowała.

O czym jest ta historia?

Książka opowiada historię długoletniej miłośći Florentina Arizy do Ferminy Dazy. Uczucie zaczęło się, kiedy oboje byli jeszcze dziećmi i trwało do późnej starości. Fermina na początku również darzyła Florentina uczuciem, ale potem zdała sobie sprawę, że bardziej kochała wyobrażenie o człowieku, a nie samą osobę. Wychodzi za mąż za bogatego i szanowanego lekarza Juvenala Urbino i awansuje społecznie i finansowo. Jednak Florentino pozostaje jej wierny do końca i nigdy na stałe nie wiąże się z żadną kobietą. Według niego to czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Więc jeśli Fermina nie dowie się nigdy o kilku setkach jego romansów, to równie dobrze mogły się nigdy nie zdarzyć. Czy miłość Florentina i Ferminy znajdzie szczęśliwe zakończenie? Nie będę zdradzać :).

Sama historia wydaje się prosta i takich było już setki, jednak sposób w jaki jest opowiedziana sprawia, że wydaje się wyjątkowa. Marquez opowiada historię toczącą się przez 50 lat tak barwnie i szczegółowo, że absolutnie nie wieje nudą. Z głównymi bohaterami poznajemy się tak dobrze, że wiemy czego można się spodziewać po ich zachowaniu. W końcu żyjemy ich życiem pół wieku.

Główni bohaterowie

Fermina Daza, to kobieta dumna, uparta, która wie czego chce i twardo stąpa po ziemi. Uważa Florentina Arizę za nudnego i nijakiego poetę, który nie spełnia jej oczekiwań. Wychodzi za mąż za Juvenala Urbino i z początku go nie kocha, ale z czasem docenia go jako wspaniałego męża i towarzysza życia. Łączy ich głębokie i dojrzałe uczucie. Znają się jak łyse konie i mogą na siebie liczyć. Fermina, to taki typ kobiety jaki bardzo lubie w literaturze i nie tylko.

Doktor Juvenal Urbino, to rozsądny i praktyczny człowiek, świetny lekarz i bardzo dobry mąż. Jest szanowany i lubiany przez pacjentów i środowisko lekarskie. Pochodzi z bogatej rodziny, która ma duże wpływy na wyspach Karaibskich. 10 lat straszy od Ferminy początkowo traktuje ją jako swój kaprys, aby z czasem zauważyć jej mądrość życiową i świetną osobowość. Doktor Urbino, to ideał męża i lekarza.

Florentino Ariza – niepoprawny romantyk, naiwny i żyjący marzeniami człowiek. Kocha tę samą kobietę przez 50 lat, chociaż w między czasie miewa romanse, ale jak już wcześniej pisałam,w ukryciu się nie liczą. Niby nieudacznik, a zachodzi bardzo wysoko po szczeblach kariery. Wyróznia się tym samym strojem od 50 lat. Z początku postać ta wzbudzała we mnie litość i współczucie, ale z czasem zaczęłam go podziwiać za jego wytrwałość w dążeniu do celu.

Niezapomniana czytelnicza przygoda

Miłość w czasach zarazy„, to nie tylko wspaniała historia miłosna, to również barwny obraz Karaibów, pięknie przedstawiony pejzaż wyspy. To także obraz społeczeństwa i sytuacji społeczno politycznej tamtych czasów. To również opowieść o przemijaniu, o tym jak ludzie na każdym etapie swojego życia mogą nauczyć się o sobie czegoś nowego. Màrquez to mistrz operowania językiem. Płynnie przechodzi z jednej historii do drugiej i maluje cudowne obrazy i historie. Bardzo pięknie i subtelnie przedstawia także wątki erotyczne, których w powieści trochę jest. Przygoda, którą miałam okazję przeżyć, to niezapomniane wydarzenie i życzę Wam i sobie wielu takich książkowych przygód w 2018 roku :). A jakie są wasze doświadczenia związane z twórczością Màrqueza? Jakich latynoamerykańskich pisarzy polecacie?