Tytuł: W żywe oczy

Autor: JP Delaney

Ilość stron: 420

Okładka: miękka

Format: książka

Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte

Ocena:

5/6

w żywe oczy

Tym razem nie będzie żadnych wstępów. Od razu przejdę do sedna i postaram się opowiedzieć o książce „W żywe oczy” JP Delaney’ego

Claire Wright

Bohaterką „W żywe oczy” jest Claire Wright, 25 letnia studentka aktorstwa w  Nowym Jorku, która chcąc dorobić sobie do stypendium pracuje dla agencji prawniczej. Na czym polega jej praca? Na zlecenie żon stara się umówić z ich mężami i zobaczyć jak daleko się posuną. Wszystko nagrywa na kamerkę, co potem zostaje wykorzystane jako dowód w sprawach rozwodowych itp. Jako przyszła aktorka z wielkim talentem doskonale kłamie i manipuluje ludźmi. Wszystko idzie wspaniale do momentu, kiedy dostaje zlecenie na poderwanie Patricka Foglera, wykładowcę literatury i wielkiego miłośnika Paula Baudleira. Zaraz po spotkaniu żona Patricka, Stella, zostaje zamordowana, a podejrzenie pada na męża. Wtedy sprawy się komplikują. Claire zostaje wplątana w bardzo niebezpieczną grę. A zakończenie jest bardzo zaskakujące.

Prawda czy kłamstwo?

Ale czy to Claire jest tu ofiarą? Szczerze mówiąc trudno się zorientować. Claire kłamie tak doskonale, że często nie wiedziałam co jest prawdą, a co kłamstwem. Potrafi robić to tak przekonująco, że kiedy już myślę, że wiem co się stanie, dzieje się zupełnie odwrotnie. Jako bohaterka, Claire nie jest osobą, którą da się polubić. Oczywiście, można zrzucić wszystko na jej ciężkie dzieciństwo, na pobyty w rodzinach zastępczych, ale niczego jej to nie uczy. Kłamie nie tylko w pracy, ale również w życiu. Oszukuje wszystkich wokół. Ma zaburzenia psychiczne, które w jakiś sposób mogą usprawiedliwiać jej zachowanie. Potrzeba akceptacji, nadinterpretacja ludzkich zachowań, manipulowanie ludźmi, aby osiągnąć korzyści. To wszystko sprawia, że jest postacią antypatyczną.

Dobra robota

Autorowi udała się doskonała sztuka. Potrafił tak namieszać, że nie wiedziałam już  kto jest dobrym, a kto złym bohaterem. Rzadko się zdarza, że nie umiem przewidzieć zakończenia, a tutaj tak właśnie było. Zaskoczenie goni zaskoczenie. Świetnym pomysłem jest również wykorzystanie scenariusza teatralnego w konstrukcji książki. Didaskalia, dialogi bohaterów, to jest coś czego jeszcze nie spotkałam w zwykłej powieści. Dzięki temu możemy odróżnić kiedy Claire sobie coś wyobraża, a kiedy (być może) coś dzieje się naprawdę. Ponadto Delaney odpowiednio wykorzystał wiersze Baudleira, aby stworzyć nastrój i wyjaśnić zachowania bohaterów. Książka jest pełna dynamicznej akcji, bohaterowie są niejednoznaczni, skomplikowani.  „W żywe oczy” to jedna z ciekawszych powieści jakie ostatnio czytałam. Wywarła na mnie duże wrażenie i zostawiła z kilkoma pytaniami, na które będę chciała sobie odpowiedzieć.

Mieliście okazję przeczytać poprzednią książkę Delaney’ego? Jak wypada w porównaniu z tą? Jakie na Was wrażenie wywarła „W żywe oczy”? Zapraszam do komentowania.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte

%d bloggers like this: