Jakiś czas temu na blogu pojawił się post o książce „Porachunki”, którą miałam przyjemność przeczytać http://czytanie-na-sniadanie.pl/porachunki-wojciech-krusinski  Jest to debiutancka powieść Wojtka Krusińskiego, która przedstawia historię dwunastoletniego Adama walczącego o dobre imię koleżanki i swoje. Udało mi się porozmawiać z Wojtkiem o książce i nie tylko.  Wywiad możecie przeczytać poniżej. Proszę o wyrozumiałość, ponieważ jest to mój debiut w tej dziedzinie 🙂

fot: Goodstory.pl

Zaczytania:  Masz duże doświadczenie w pisaniu jako dziennikarz. Powieść, to jednak nie reportaż, a przynajmniej nie powinna nim być. Skąd pomysł na ten gatunek?

Wojtek Krusiński: Uwielbiam czytać powieści, dowolny gatunek, i każdą wolną chwilę staram się przeznaczyć na lekturę. Interesuje mnie również, jak opowieści są konstruowane, czytam o metodach pracy powieściopisarzy, ich warsztacie, sposobach na tworzenie wciągających historii. W końcu postanowiłem założyć blog Goodstory.pl, gdzie dzielę się zdobytymi informacjami. Kilka lat temu nadszedł natomiast ten moment, gdy podjąłem decyzję, by napisać własną powieść. Chciałem opowiedzieć historię, której pierwsza scena przyszła mi do głowy około 5 lat temu i wydawała się ciekawym punktem wyjścia. Zajęło mi to sporo czasu, ale udało się i “Porachunki” ujrzały światło dzienne.

„Porachunki” to powieść sensacyjna z wątkiem psychologicznym. Czy długo się przygotowywałeś do jej pisania? Czy czytałeś o jakiś autentycznych przypadkach tego typu?

Do samego pisania nie, znacznie trudniejsze okazało się dla mnie wygospodarowywanie czasu na tworzenie kolejnych scen. Powoli się „rozpędzam”, dlatego pracowałem głównie w weekendy i na urlopach, kiedy mogłem poświęcić na przykład pół dnia na pisanie. Z tego powodu, choć książka jest krótka, łącznie potrzebowałem pięciu lat, by ją skończyć. Od czasu do czasu natykałem się w gazetach o przypadkach pobicia nastolatków przez swoich kolegów bądź koleżanki. Za każdym razem byłem zdziwiony, jak brutalne były te napady i z jakich przeważnie banalnych powodów do nich dochodziło.

Jak powstawała powieść? Byłam kiedyś na spotkaniu z Zygmuntem Miłoszewskim i on opowiadając o warsztacie pracy mówił, że jest to żmudna dłubanina. Czytelnicy na pewno są ciekawi strony technicznej powstawania książki.

Niewątpliwie Zygmunt Miłoszewski ma rację. Pisanie powieści to ciężka praca, samotna, wymagająca skupienia i samozaparcia, w przeciwnym razie nigdy nie ukończymy książki. W moim przypadku najtrudniej było z systematycznością. Dlatego kilka razy brałem nawet kilkudniowy urlop, by móc w spokoju zająć się tylko i wyłącznie pisaniem. I to było dla mnie najlepsze rozwiązanie. Mam jednak nadzieję, że uda mi się wypracować sposób, by rozpoczynać pracę nieco szybciej. Moja obecna metoda polega na tym, że kończę pisanie sceny w połowie, by kolejnym razem łatwiej zacząć opowiadać historię dalej. Liczę, że to mi pozwoli napisać drugą powieść w krótszym czasie niż „Porachunki”!

Napisałeś ostatnie zdanie książki i co dalej?

Staram się promować “Porachunki” w mediach społecznościowych i jednocześnie zacząłem pisać drugą książkę, tym razem kryminał. Na razie podoba mi się to, co piszę. Jeśli po przeczytaniu całości dalej będę z zadowolony z tekstu, postaram się go wydać. W przeciwnym przypadku, zacznę wszystko od nowa. Zależy mi z jednej strony, by o “Porachunkach” dowiedziało się, jak najwięcej osób, zaś z drugiej, by nie przestawać pisać, bo tylko w ten sposób można ćwiczyć warsztat i wypracowywać swój styl.

Wiem, że sam wydałeś swoją książkę? Dlaczego?

W.K.: Z kilku powodów, ale głównie dlatego, że “Porachunki” są powieścią dla mnie szczególną, bo pierwszą, z której jestem zadowolony na tyle, że postanowiłem podzielić się nią z innymi. Poza tym od lat prowadzę blog o pisaniu, gdzie piszę także o samodzielnym wydawaniu książek. Nie miałem jednak z tym tematem bezpośredniego doświadczenia, więc uznałem, że czas najwyższy wypróbować self-publishing na sobie. W skrócie – założyłem wydawnictwo, nawiązałem kontakt ze świetną redaktorką, zaprojektowałem okładkę, zdobyłem numer ISBN, znalazłem dystrybutora i zacząłem sprzedaż. Każdy z “kroków” wymagał oddzielnego researchu, którym planuję podzielić się w przyszłości ze swoimi czytelnikami na blogu.Nie przekreślam jednak współpracy z innymi wydawnictwami, ale o tym będę myślał dopiero, gdy skończę pisać kolejną powieść.

Czy trudno jest początkującym pisarzom znaleźć wydawcę?

Prawie każde wydawnictwo ma swojej stronie zakładkę “Dla Autorów” albo “Wydaj u nas książkę”, gdzie znajdują się szczegółowe informacje, co należy zrobić, by redaktor zainteresował się naszą powieścią. Najważniejsze, to zastosować się do wytycznych i wysłać swoje dzieło do wydawnictwa, które w swojej ofercie ma podobne gatunkowo książki. Dla przykładu, nie ma sensu wysyłać powieści fantasy do wydawnictwa, które jest zainteresowane tylko kryminałami i thrillerami. Niewątpliwie należy uzbroić się w cierpliwość, gdyż czasami na odpowiedź trzeba czekać po kilka miesięcy. Nie powiem jednak więcej, gdyż sam jeszcze nie “przetestowałem” tej ścieżki. Życzę jednak wszystkim autorom powodzenia w znalezieniu wydawcy!

Dziękuję za rozmowę i zachęcam do zadawania pytań w komentarzach. Autor z chęcią na wszystkie odpowie 🙂

%d bloggers like this: