Przedpremierowo “Małe Licho i anioł z kamienia” – Marta Kisiel

sssssssssPrzedpremierowo “Małe Licho i anioł z kamienia” – Marta Kisiel

Aniołek

Muszę w końcu to napisać. Marta Kisiel,to najgorsza Ałtorka jaką znam. Jestem po lekturze “Małego Licha i anioła z kamienia” i jestem totalnie zawiedziona. Zaraz się dowiecie dlaczego i być może uda się Was przestrzec przed popełnieniem błędu nabycia książki, której premiera już 30 października.

Święta, święta i po świętach…

Znany Wam już z poprzedniej części Bożek aklimatyzuje się w szkole, a nawet ma kolegę. Jest zima, zbliżają się święta, chociaż Bożek nie do końca rozumie tradycje chrześcijańskie, to z chęcią pisze list do Pani Gwiazdki. Na szczęście ma wujka Konrada i wujka Turu, swoje Małe Licho oraz resztę bandy. Nikt tak nie wyjaśni obyczajów i tradycji jak Konrad. Turu doprawi szczyptą żartu, a zły nastrój poprawi Krakers swoimi wypiekami. Małe Licho nie odstąpi na krok, a do tego mama zgadza się, żeby Bożek urządził imprezę sylwestrową, na którą zaprasza swojego najlepszego przyjaciela. No i tu już jest pierwszy moment, kiedy to Ałtorka mnie roczarowuje. Bo to już jest nudne, żeby kolejny raz w książce niby dla dzieci, robić taką atmosferę, że nawet stara baba jak ja czuje zapach świątecznego ciasta, czuje miłość wyglądającą z każdego kąta tego przedziwnego domu.

Wybuchowa mieszanka

Na szczęście nie wszystko jest takie cudowne i kolorowe. Jedno pechowe wydarzenie psuje wspaniały posylwestrowy nastrój. Bożek w towarzystwie przemądrzałego Tsadkiela i przesłodkiego Gucia jest zmuszony wyjechać na całe ferie do tajemniczej ciotki, zamieszkującej jakieś odludzie. Tutaj zła Ałtorka miesza postaci z dwóch serii i połap się w tym człowieku. Z jednej strony Bożydar, Gucio i Tsadkiel, a z drugiej Oda, Bazyl i Ossa. Że niby ktoś ma być z tego zadowolony? Kto będzie się cieszył  z tego, że Ałtroce udało się połączyć bohaterów z “Dożywocia” i “Oczu urocznych” w jednej książce?

Zabawa i nauka

Pobyt Bożka u ciotki Ody, to nie zwykłe ferie u normalnej cioci. Oda i jej dziwna aura nie wzbudzają zachwytu Tsadkiela, a do tego czort i jego mama przepełniają już szalę goryczy. Ktoś powie kilka słów za dużo, ktoś inny nie będzie potrafił nie reagować i przez zbieg kilku zdarzeń Tsadkiel zniknie. Nikt inny tylko Bożek podejmie się trudu odnalezienia go. Ta wyprawa nie będzie łatwa, ale dzięki niej Bożek znów odkryje kilka ważnych dla siebie rzeczy. Ale nie tylko on. Ta paskudna, zdolna Kisiel ma ogromny talent do wplatania poważnych tematów w pozornie błahe i zabawne wydarzenia. Udało jej się to doskonale w “Tajemnicy Niebożątka” i udaje jej się to teraz.

O co naprawdę chodzi?

Jak możecie przeczytać ta książka będzie hitem. Wszyscy znów będą Ałtorkę chwalić, podziwiać, dawać jej nagrody. I co? I bardzo dobrze! Bo jej się to wszystko należy :). Książka jest cudowna, jestem nią zachwycona, a moja miłość do twórczości Marty rosła z każdą przeczytaną stroną. Postaci są cudownie skrojone, każdy bohater ma coś co go wyróżnia. Wszystkie dialogi, sceny, opisy i cała historia stworzona przez Atłorkę jest odpowiednio podana i ma sens. To niesamowite jak pozornie prosta książeczka dla dzieci może tak zachwycić i zauroczyć. Mam wielką nadzieję, że będzie dalszy ciąg, bo nie wyobrażam sobie rozstania z postaciami z “Dożywocia” i “Oczu Urocznych“.

Jeśli już jeteście lub będziecie po lekturze “Małego Licha“, to napiszcie w komentarzach czy Wam też się tak nie podobała jak mnie 😉

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję Wydawnictwu Wilga

 

 

 

Przedpremierowo “Fałszywy pieśniarz” – Martyna Raduchowska

sssssssssPrzedpremierowo “Fałszywy pieśniarz” – Martyna Raduchowska

fałszywy

Wy nie wiecie a ja wiem, co w “Fałszywym pieśniarzu” dzieje się ;). Premiera książki 30 października i życzę Wam, żebyście jak najszybciej mogli ją przeczytać, bo jest naprawdę świetna. Martyna Raduchowska zrobiła kawał dobrej roboty i moim zdaniem jest to najlepsza z dotychczasowych części.

“Czuła w kościach, że wbrew temu, czego wszyscy oczekiwali, jej spotkanie z Kusicielem to jeszcze nie koniec, lecz zaledwie początek wyjątkowo paskudnych kłopotów. A ponieważ miała Pecha, miała również rację.”

W 3 książce z serii Szamanka od umarlaków dzieje się dużo i to już od samego początku. W Ogrodzie Kusiciela zostaje odkopany grób z anonimowymi zwłokami, wokół których dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Pracownicy WON-u nie potrafią sobie poradzić z siłami, które tam szaleją. Za to Ida przy grobie zaczyna zachowywać się zupełnie nieswojo. Jak wiemy z poprzednich części Ida ma Pecha, ale czy Pech nadal będzie miał Idę?

” (…) usilnie starała się przypomnieć sobie, o czym śniła. Bo przecież musiała o czymś śnić (…). Teraz jednakże nie pamiętała niczego. “

Dziewczyna jest już zmęczona swoimi zdolnościami, bo sny są coraz bardziej koszmarne. Chciałaby przez chwilę żyć normalnie. Niestety okazuje się jak bardzo trzeba uważać na to co się sobie życzy, bo marzenia mogą się spełnić. Ida przestaje śnić, co wiąże sie z przykrymi konsekwencjami dla niej i jej otoczenia. Mniej więcej w tym samym czasie w okolicy ludzie zaczynają popełniać samobójstwa, ale z nadprzyrodzoną otoczką. WON i Ida będą mieli nie lada wyzwanie, aby rozwiązać zagadkę tych dziwnych śmierci.

“Jawa i sen zlały się w jedną nierzeczywistość, rozmazaną, płochliwą, drżącą niczym deliryczny majak. W głowie świdruje przenikliwy pisk, mózg kipi pod stłuczoną czaszką (…).”

Ida w tej części serii musi zawalczyć nie tylko o losy całej ludzkości, ale o osobę dla niej najważniejszą. Będzie musiała zmierzyć się z najgorszymi koszmarami. Jest bardzo mrocznie i strasznie. Sugestywne opisy autorki plus moja bujna wyobraźnia powodowały, że nie raz podzczas lektury ciarki przechodziły mi po ciele. Na szczęście, dla równowagi, ilość humoru rekompensuje te chwile grozy. Raduchowska świetnie potrafi wpleść żart w sytuacje tragiczne.

“Tekla urwała, w zamyśleniu stukając paznokciem w kameę, która wieńczyła wysoki kołnierz jej czarnej wiktoriańskiej koszuli z gustownym żabotem i lekko bufiastymi rękawami.”

Książka nie byłaby tak dobra, gdyby nie fantastyczni bohaterowie. Nieposkromiona Ida, która najpierw działa, potem myśli. Tajemniczy Kruchy, który w tej cześci daje się nam poznać z zupełnie nowej strony. No i niepowtarzalna Tekla, bez której ta książka nie miałaby swojego smaczku. Tutaj mam do autorki małą uwagę: za mało Tekli w tej części. Mamy też inne wspaniałe postaci, stare i nowe. Raduchowska ma ogromny talent do tworzenia bardzo ciekawych charakterów.

Książka jest niesamowicie wciągająca i czyta się ją z zapartym tchem. Już myślałam, że autorka mnie niczym nie zaskoczy, a jednak jej się to udało. Gorąco Wam polecam 3 część Szamanki od umarlaków i zapraszam do komentowania po lekturze. Czy też Wam się podobała? Czy może inna część jest Waszą ulubioną?

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję wydawnictwu Uroboros.