“Strach” – Jozef Karika

sssssssss“Strach” – Jozef Karika

Dzisiaj, kiedy za oknem wieje wiatr, zimno skrada się do okien, a jesień wyziera już nie tylko z kartek kalendarza, napiszę o ksiażce “Strach” Jozefa Karika. O tym słowackim pisarzu miałam już niejednokrotnie okazję słyszeć ale to jest pierwsza jego powieść, którą przeczytałam i na pewno sięgnę po kolejną.

Góry, zima, las…

Jożo Karsky po nieudanym związku wraca do swojego rodzinnego miasta Rużomberka do mieszkania swoich rodziców. Mieszkanie stoi puste, bo matka zmarła wiele lat temu, a ojciec przebywa w domu opieki. Rużomberk to miasto położone między pasmami górskimi: od północy Góry Choczańskie, od południowego-zachodu Mała Fatra, Niżne Tatry od południowego wschodu. A samo mieszkanie Jożego znajduje się u stóp góry Czebrat. Termometry na zewnątrz pokazują minus trzydzieści stopni. Zaczyna się zima, jakiej już dawno na Słowacji nie było.

Od przeszłości nie ma ucieczki

Jego powrót splata się z bardzo smutnymi zdarzeniami – zaczynają ginąc dzieci. Dla Joża jest to powrót do przeszłości, dlatego, że to samo działo się 27 lat temu. On i jego paczka – Ota, Bohusz i Hana przeżywali to samo wtedy, co dzieje się teraz. Duchy przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Taki sam mróz, podobne zdarzenia, podobny brak rozwiązania zagadki zagnięcia dzieci. Pradawne zło, które kryje się gdzieś w górach, na nowo powraca, aby siać strach i grozę. Znowu Jożo, Ota, Hana i Bohusz muszą się zmierzyć ze swoim własnym strachem i go pokonać. Każdy stara się to zrobić na swój sposób. Jożo nie chce wracać do przeszłości, ale przed nią nie da się uciec. Ota i Hana chcą wyprzeć to co się zdarzyło kiedy byli dziećmi, a Bohusz otacza się wielki murem (dosłownie) i kupuje 2 wielkie psy. Ale przed złem i strachem nie da się uciec…

Stare, dobre horrory

Pomimo, że Karika wykorzystuje znane już motywy, to ten thriller z elementami horroru i tak potrafił mnie zaskoczyć. To, że jest mróz, że giną dzieci, że gdzieś czai się zło sprzed lat i wiąże się to z pradawnymi wierzeniami, to wszystko już było. Ale i tak Karika potrafi tak budować napięcie, że kiedy czytałam książkę wieczorami, w cichym i uśpionym mieszkaniu, to wyobraźnia zaczynała działać. Poza tym góry. Dla mnie już samo otoczenie górami robi klimat. Kocham je, ale zawsze czuję się mała wobec ich ogromu. W jakiś sposób napawają mnie grozą, mimo swego piękna. Dla mnie ta książka to pierwszy krok do kolejnych spotkań z tym autorem.

A Wy znacie twórczość Jozefa Karika? Jakie są Wasze opinie na jej temat?

Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu Stara Szkoła.

PRZEDPREMIEROWO “Małe Licho i lato z diabłem” – Marta Kisiel

sssssssssPRZEDPREMIEROWO “Małe Licho i lato z diabłem” – Marta Kisiel

Pióra

KakałkoKilka dni temu usiadłam wieczorem z wielkim kubkiem kakałka i najnowszą książką Marty Kisiel “Małe Licho i lato z diabłem” i spędziłam przemiły czas w towarzystwie dobrze znanych bohaterów. Książka się skończyła, kakałko też, a ja zostałam bez słowa. Zamiast pisać dla Was coś o tej książce, nie potrafiłam nic wymyślić. Ale to nie dlatego, że nie wiedziałam o czym. Ona jest po prostu (jak zwykle) tak dobra, że brakło mi słów. Ją trzeba przeczytać.

Bo ja chciałom przeżyć przygodę…

Spróbuję jednak coś naskrobać 😉 Skończył się rok szkolny, nadeszły upragnione wakacje i Bożek oraz Licho planują przeżyć przygodę, a najlepiej wiele przygód. Tak się akurat dzieje, że mama, wujkowie i inni mieszkańcy planują Generalny Remont, co sprawia, że Bożek oraz Licho zostają wysłani na wakacje do cioci Ody. Licho jest bardzo podekscytowane, bo nigdy w życiu nie przeżyło jeszcze żadnej przygody – Bożek miał ich już dwie! Wyposażeni we wszystko co jest potrzebne na wakacje i na przeżywanie przygód wyruszają do miejsca gdzie kiedyś stała Lichotka, a obecnie stoi dom Ody. Dom pełen ciepła, życzliwości “Jakaż to była cudowna kuchnia! Tchnęła (…) dobrem i śmiechem, i bliskością, i świeżym chlebem.

Co to będzie, co to będzie…

Licho pierwszy raz poznało wiłę i małego czarta, ale między tą dwójką od razu zaiskrzyło dzięki zamiłowaniu do jedzenia, szczególnie słodyczy. Wakacje Bożka, Licha i Bazyla rozpoczeły się na dobre i na początku wszystko szło doskonale. Aż do pewnego momentu. Zbiegiem róznych okoliczności ludzkich i nadprzyrodzonych, wakacje trochę się skomplikowały. Bożek już nie miał spędzać ich tylko w towarzystwie Licha i Bazyla, ale dołącza do nich jeszcze ktoś, kogo Bożek nie spodziewałby się w najgorszych snach. Żeby nie było nudno, czeka na nich przygoda i to taka, której nie przeżywa zwykły chłopiec, tylko właśnie taki chłopiec-widmo-glut. Co ich czeka, czy wyniosą z tego jakąś lekcje, jak to się w ogóle skończy, tego już nie zdradzam.

Książkę czyta się jednym tchem. Spotykamy się z naszymi dobrymi przyjaciółmi, przynajmniej ja tak ich traktuję i czujemy się jak u siebie. Ałtorka potrafi doskonale przekazywać ważne rzeczy w sposób humorystyczny. To książka nie tylko dla dzieci, bo również dorośli znajdą w niej coś, o czym być może po drodze już zapomnieli. Na przykład:

….jest po prostu wredny z natury, i już.

– Nikt nie jest wredny z natury, Bożku – zauważyła ciocia Oda. – Ani zły. Złym się dopiero staje, zawsze za czyjąś sprawą.

Nie jeden raz ocierałam łzy ze śmiechu, kiedy czytałam (czasem na głos, żeby zrozumieć co mówi) przeuroczy Bazylek.

–  Nie żebym ci wypominała, ale dwadzieścia trzy pierogi, Bazylu. Dwadzieścia trzy. A znając ciebie, zjadłbyś więcej, gdyby nie skończyła się nam śmietana… i gdybyś się tak nie bał jogurtu.

– Ż żaszady ne ufam jedżenju, które fykominofało szobje fłasnom kulture. Nygdy ne fjadomo, czo mu jeszcze pszyjdże do głofy. Refoluczja? Szysztem edukaczji? Dżiki kapitaliżm?

3 licha

Trzecia część Małego Licha trzyma poziom poprzednich dwóch. Tutaj nie da się odpowiedzieć na pytanie, która z tych trzech jest najlepsza. Za każdym razem kiedy przenoszę się do domu Bożka, czy też Ody czuję się wśród swoich. Nie raz mam chęć pogłaskać Licho po głowie, przemówić Bożkowi do upartego rozumu, czy pogawendżycz ż Bażylem. A o metodach wychowawczych, wieczorem, przy kakałku, podyskutować z Odą. “Małe Licho i lato z diabłem” jest napisane w sposób prześmiewczo-poważny. Poruszane są tematy tolerancji, odmienności, akceptacji, radzenia sobie w trudnych sytuacjach.  Nie można zapomnieć o zamiłowaniu Ałtorki do poezji 😉

– A wiesz, co ja na to? Ano to, że kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże!!! (…)

– Odżi,,, Odżinko, czo to było?…

– Sarkazm i poezja, Bazylku – westchnęła Oda. – Najbardziej zabójcza mieszanka na świecie.

Całość dopełniają cudowne ilustracje Pauliny Wyrt. Dla mnie ta książka to 10/10. Mogę jedynie mieć pretensje do Ałtorki: dlaczego taka krótka?

Premiera 2 września. Czekajcie z niecierpliwością, alleluja!

“Ekożona” – Michal Viewegh

sssssssss“Ekożona” – Michal Viewegh

bio

Powieść “Ekożona”, jednego z najpopularniejszych obecnie pisarzy w Czechach, to satyra na relacje małżeńskie, okraszona doskonałym opisem otaczającej rzeczywistości i podobno elementami autobiograficznymi. Dawno nie czytałam czegoś tak prześmiewczego.

Mojmir i Hedvika

Rozchwytywany pisarz, Mojmir, poznaje pewnego dnia nieśmiałą i zakompleksioną Hedvikę, która pracuje w bibliotece. Mojmir i Hedvika zostają parą, później się pobierają. Mojmir marzy o żonie, która będzie czekała na niego z obiadem, kiedy wróci z pracy, która zawsze się będzie cieszyła na jego widok, dla której będzie panem i władcą. Jakąkolwiek jego zachciankę będzie spełniała bez mrugnięcia okiem. Potulna jak owieczka, cicha, zgadzająca się z każdym zdaniem męża. Jednak tak się nie dzieje. Krok po kroku Mojmir z piedestału spada coraz niżej i niżej. Dla Hedviki najważniejsze stają się (w przypadkowej kolejności): dom, ogród, Centrum Matki, Poradnia Laktacyjna, Ekoklub, edukacja domowa, adopcja na odległość i jeszcze kilka innych rzeczy, a Mojmir zajmuje dopiero 10 miejsce. Dla niego to coś nie do pomyślenia.

A wszystkiemu winna jest (zdaniem Mojmira) narratorka całej historii – doula – która pojawia się przy pierwszej ciąży Hedviki i zostaje z nimi na 7 lat! Dla tych, którzy nie słyszeli o douli – opiekuje się ona ciężarną od ciąży, przez poród i jeszcze później służy wsparciem. Wracając do tematu. Doula ośmiela Hedvikę, pokazuje jej jak żyć ekologicznie, pokazuje jej, że jest silną i wartościową kobietą. Ale to wszystko powoduje, że Mojmir spychany jest na bardzo daleki plan. A on znajduje pocieszenie w alkoholu, w towarzystwie najlepszego przyjaciela, w nocnych libacjach. Jakby nie mogli wspólnie rozwiązać ich problemów małżeńskich rozmową, szukają pomocy u obcych ludzi.

Praca dla Czubówny 😉

Książka mogłaby być czytana przez Krystynę Czubównę 😉 Momentami narracja douli tak przypomina fragmenty programów o naturze, w których lektorką była właśnie pani Czubówna. Dzięki temu, że doula nie darzy sympatią Mojmira i vice versa, to jego postać jest pokazana w samych negatywach. Mojmir to troglodyta, który za włosy ciągnie swoją kobietę do jaskini, aby ugotowała mu posiłek z tego co upolował 😉 Ale autor Hedviki również nie oszczędza. Jest głupiutka, bezmyślna i ślepo podąża za obecnymi trednami. A że teraz wszystko co eko jest modne, tak również żyje Hedvika. Cała powieść jest pełna sarkazmu i doskonałego czeskiego humoru. Michal Viewegh wyśmiewa rzeczywistość i robi to w sposób doskonały. Książka dla osób z dystansem do siebie 🙂

Za e-booka dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła 🙂

“Osiem” – Radka Třeštíková

sssssssss“Osiem” – Radka Třeštíková

Osiem

Jeśli ktoś biorąc do ręki “Osiem” Radki Třeštíkovej nastawia się na typowy kryminał, to się rozczaruje. To absolutnie kryminałem nie jest. Ta książka to bomba! Ja po jej przeczytaniu musiałam się zbierać kilka dni, żeby coś o niej napisać.

A o czym to jest?

Książka ma wielu bohaterów, ale cała akcja toczy się wokół Michaeli, zwanej Miszą, którą ktoś postrzelił w praskim Lasku Diablickim. Rozpoczyna się śledztwo, którym kieruje major Nowotny, a pomaga mu porucznik Iwana Brzydula, której nazwisko koresponduje z jej wyglądem – puszysta, nieatrakcyjna, zakompleksiona. No i po kolei poznajemy wszystkie osoby z otoczenia Michaeli. Jej chłopaka, Janka, który kocha Miszę miłością obsesyjną. Chce się z nią ożenić, mieć dzieci. Przyjaciółkę Alicję, która dla Miszy jest w stanie zrobić bardzo wiele. Pracuje jako projektantka wnętrz, ale marzy o rodzinie, o dziecku. Właściwie opiekuje się nią jak starsza siostra, odkąd Misza opuściła dom dziecka. Później Misza rozpoczyna pracę u państwa Millerów, którzy też zaczynają być niezdrowo zafascynowani. Dzieci i rodzice ulegają jej urokowi. Ojciec, Maks Miller jest kardiochirurgiem i ostatni rok spędził we Francji. Matka, Julia, to tłumaczka wielu języków. Dzieci to sześcioletnie bliźniaki Meda i Bruno. Do tego dochodzą jeszcze inni bohaterowie drugoplanowi.

Po prostu bomba!

Bardzo trudno jest zrozumieć dlaczego wszyscy tak się fascynują Miszą. Właściwie całe życie bohaterów kręci się wokół niej. Misza, to taka trochę nieporadna, samotna dziewczyna, w dodatku w połowie Romka, więc do tego cierpi jeszcze na tle rasowym. Każdy chce jej pomóc, każdy chce się nią opiekować, dzieci państwa Millerów chcą żeby z nimi cały czas była. A jak się okazuje to Misza wcale nie jest taka nieogarnięta. Raczej cierpi na jakieś zaburzenia psychiczne. We mnie wywoływała mnóstwo negatywnych emocji. Bardzo dobrze, bo o to w książce chodzi. W ogóle to ta książka jest pomieszaniem wielu gatunków. Dlatego jest tak świetna i napisałam, że to bomba. Bo taka jest. Mamy tu kryminał, komedię, thriller, książkę psychologiczną, trochę też groteskę. Do tego bohaterowie są tak dobrze przedstawieni i wzbudzają mnóstwo emocji. Najfajniejsze jest to, że te emocje zmieniają się w zależności od ich zachowań. Nie jest tak, że danego bohatera się tylko lubi, albo nie. Są momenty kiedy bardzo mu się kibicuje, a są takie, że wrzuciłoby się go do fosy.

Książka na pewno nie zostawia czytelnika obojętnym. Widać, że autorka ma dar do kreowania wyrazistych postaci, nie daje prostych i oczywistych rozwiązań. Nie raz musiałam kilka razy przeczytać ten sam fragment, żeby się upewnić, czy to co czytam, to prawda. Dla mnie jedna z lepszych pozycji przeczytanych w tym roku. Gorąco polecam, jeśli jeszcze nie czytaliście i nie sugerujcie się ocenami na portalach czytelniczych 😉

 

 

“Instastory” – Iva Hadj Moussa

sssssssss“Instastory” – Iva Hadj Moussa

instastory

Współpracę blogerską z Wydawnictwem Stara Szkoła zaczęłam od książki “Instastory”  czeskiej autorki Ivy Hadj Moussy. Na początku miałam mieszane uczucia, bo myślałam, że będzie to kolejna durna lekka komedia na lato. O jakiejś przysłowiowej głupiej blondynie, która nic tylko ma parcie na szkło i wszelkimi sposobami chce zostać sławna. Jak przyjemnie się rozczarowałam 🙂

#instastory

W “Instastory” główną bohaterką jest Sandra i to głownie z jej punktu widzenia patrzymy na całą historię. Sandra to młoda, atrakcyjna dziewczyna, która bardzo chce zostać instagramową influencerką. Ponadto jest dziennikarką w lifestylowym magazynie i jest szaleńczo i od wielu lat zakochana w swoim chłopaku Mirku: biznesmenie – nieudaczniku o niezbyt wysokim ilorazie inteligencji. Oboje są młodzi, piękni i bardzo chcą osiągnąć sukces i pieniądze, tylko nie bardzo wiedzą jak to zrobić. Pewnego dnia Sandra przeprowadza wywiad ze znanym kompozytorem Johannesem Ulriksenem. Po tym spotkaniu w jej głowie rodzi się pomysł jak życie jej i Mirka może ulec zmianie. Pomysł jest szalony, groźny i wiąże się z wieloma konsekwencjami, ale Sandra i Mirek, to też nie są normalni ludzie 😉

#czeskihumor ?

Cała historia opowiedziana jest w poważno-prześmiewczy sposób. Iva Hadj Moussa ma ogromny talent do obserwacji rzeczywistości. To słodko-gorzka historia o ludziach, którzy chcąc osiągnąć swój cel potrafią po drodze skrzywdzić wiele osób. Czytając “Instastory” nie raz śmiałam się przez łzy. Postaci są przejaskrawione, ale uwydatnione są cechy, które tak naprawdę każdy chyba może znaleźć w sobie. W tej książce każdy może odkryć część siebie, bo obnaża ona bardzo ludzkie wady i przywary. Książka jest zaliczana do gatunku czarnej komedii,ale poza doskonałym czeskim humorem znajdziemy tu również wiele spostrzeżeń “na serio”.

#powieść i #dramat

Książka jest dobra na letnie dni, ale również na zimowe wieczory. Czyta się ją szybko, ale nie można jej szybko zapomnieć. W części końcowej autorka posłużyła się ciekawym zabiegiem, mianowicie zmieniła formę powieści na dramat (sztukę teatralną). Bohaterowie nie są już mobilni, znajdują się przeważnie w jednym pomieszczeniu i wchodzą tylko nowi, a akcja i dialogi prowadzą do zaskakującego zakończenia. Przyznam, że pierwszy raz z takim rozwiązaniem się spotkałam i bardzo mi się to spodobało.

Nie czytałam wielu książek czeskich autorów, ale wszystkie które do tej pory miałam okazję poznać były bardzo dobre i z niecierpliwością czekam kiedy sięgnę po kolejną. Czy możecie mi coś polecić? Ja “Instastory” polecam gorąco 🙂

Dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła za egzemplarz e-booka 🙂

“Far from the Tree” – Robin Benway

sssssssss“Far from the Tree” – Robin Benway

far from the tree

Książka “Far from the Tree” Robin Benway  zaliczana jest do gatunku literatury młodzieżowej, ale moim zdaniem może, a nawet powinien ją przeczytać każdy, kto ma dzieci, pracuje z dziećmi/młodzieżą, czy ma plany zawodowe lub życiowe związane z nastolatkami.

O czym?

Książka opowiada historię trójki bohaterów, rodzeństwa rozdzielonego przed laty. Pierwsza z bohaterek, Grace, to szesnastolatka, która niedawno została matką i oddała swoją córkę do adopcji. Sama Grace jest dzieckiem adoptowanym, ma kochających i wspierających rodziców. Przy okazji adopcji na jaw wychodzi fakt, że ma jeszcze dwójkę rodzeństwa: młodszą siostrę Mayę i starszego brata Joaquina. Rodzeństwo postanawia się poznać. Maya, to ekstrawertyczka, zupełne przeciwieństwo spokojnej i opanowanej Grace. Maya ma młodszą siostrę, biologiczną córkę jej rodziców adopcyjnych. Joaquin miał najtrudniejszy start w życie, bo przechodził z jednej rodziny zastępczej do drugiej, ale w końcu trafił na Marka i Lindę, ludzi, którzy chcą mu stworzyć prawdziwy dom. Tylko czy Joaquin im na to pozwoli?

Rodzeństwo na początku jest wobec siebie nieufne, chociaż każde z nich jest pełne nadziei i oczekiwań. Każde chce się pokazać z jak najlepszej strony, aby brat/siostra  jego/ją zaakceptowali. Jednak powoli wychodzą na jaw tajemnice, sekrety i okazuje się, że tak naprawdę każde z nich boryka się z podobnymi problemami, a wspólnie jest im o wiele łatwiej przez nie przebrnąć. Grace boi się, że rodzeństwo nie zaakceptuje tego, że oddała swoją córkę do adopcji, tak jak ich mama kiedyś zrobiła. Maya boryka się z rodzinnymi problemami, a Joaquin skrywa trudną przeszłość.

Krótka historia o miłości

Far from the Tree” bardzo pięknie opowiada o różnych obliczach miłości i o rodzinie. Rodzinę mogą tworzyć różne osoby, nie zawsze związane więzami krwi. Przemyślenia bohaterów dla dorosłego czytelnika mogą się wydawać trochę banalne. Być może nie są bardzo głębokie, ale wystarczające jak na ich wiek. Uważam, że nienaturalne byłoby przypisywanie siedemnastolatkowi odczuć trzydziestolatka. Książkę warto przeczytać, nie raz można się wzruszyć.