“Budząc lwy” – Ayelet Gundar-Goshen

sssssssss“Budząc lwy” – Ayelet Gundar-Goshen

Lwy okładka

Zaczęłam kiedyś czytać książkę Zły Leopolda Tyrmanda (link do wpisu po naciśnięciu na tytuł). Nie umiałam jej skończyć, odłożyłam. Wróciłam do niej po dobrych kilku latach i teraz jest to jedna z moich ulubionych powieści. Bardzo podobną sytuację miałam z książką “Budząc lwy“. Co prawda nie wracałam do niej po wielu latach, ale zaczęłam ją czytać w zeszłym roku. Czytałam, odkładałam, czytałam, odkładałam. W pewnym momencie nawet się poddałam i stwierdziłam, że chyba jej nie skończę. Chociaż czułam, że jest rewelacyjna, to nie potrafiło między nami zaskoczyć. Ale był taki moment w książce, w którym już wiedziałam, że ją całą przeczytam. Ogromnie się cieszę, że tak się stało.

O czym to jest?

Budząc lwy” izraelskiej pisarki Gundar-Goshen zaliczany jest do thrillera psychologicznego. Głównym bohaterem jest neurochirurg Ejtan Grin, który pracuje w szpitalu w Beer Szewie. Ma piękną i kochającą żonę Liat, policyjną śledczą i dwóch synów. Pewnej nocy, wracając po dyżurze potrąca człowieka i w tym momencie jego całe życie zmienia się o 180 stopni. Okazuje się, że ofiara, to Erytrejczyk, a Ejtan kiedy dochodzi do wnioskiu, że nie może już mu pomóc, ucieka z miejsca wypadku. Decyzja, którą podejmuje ma wpływ na przyszłość jego i jego rodziny. Na drugi dzień w jego domu pojawia się żona zabitego człowieka, Sirkit, i przynosi mu jego portfel. W zamian za milczenie oczekuje od niego pomocy lekarskiej dla imigrantów z Afryki. Ejtan, aby zachować wolności i twarz zaczyna brnąć w kłamstwa, miota się, jego dotychczas spokojne życie zaczyna przypominać rozpędzoną kolejkę górską. Ponadto między nim a Sirkit zaczyna się rodzić dziwne napięcie, co nie ułatwia mu i tak już trudnej sytuacji. Zaczyna się toczyć między nimi gra.

Lwy

Jak to jest napisane?

Autorka bardzo dokładnie przedstawiła analizę psychologiczną głównych bohaterów. Poznajemy ich wewnętrzne rozterki, wahania, przemyślenia, motywy działań. Książce brakuje szybkiej akcji, bo Gundar-Goshen postawiła na słowa, a nie na działanie. Dała bohaterom ogromną przestrzeń, w której możemy ich dogłębnie poznać. Przyznam szczerze, jak już pisałam na początku, że zanim wkręciłam się w treść i pochłonęła mnie ona całkowicie, to minęło sporo czasu. Ale kiedy ten moment nastąpił, co wcale nie znaczy, że zaczęłam czytać szybko, bo tej książki nie można w ten sposób czytać, to poświęcałam każdą wolną chwilę, aby dalej odkrywać sekrety duszy Ejtana, Liat i Sirkit.

Kilka słów na koniec

Budząc lwy” należy do Serii z Żurawiem, w której możemy poznać współczesną prozę z wielu różnych miejsc na świecie. Czasem z takich, po które zwykle byśmy nie sięgnęli, bo albo nie ma okazji, albo po prostu byśmy o nich nie usłyszeli. Dla mnie ta książka była doskonąłą okazją do przyjrzenia się trudnym relacjom między Żydami, Arabami, Beduinami i imigrantami z Afryki. Z chęcią sięgnę po inną książkę z tej serii. Jeśli nie znacie książki “Budząc lwy“, to serdecznie Wam ją polecam 🙂

śbk

“Folwark zwierzęcy” – George Orwell: powieść graficzna

sssssssss“Folwark zwierzęcy” – George Orwell: powieść graficzna

folwark okładka

Ostatnio miałam okazję przypomnieć sobie znaną chyba wszystkim książkę “Folwark zwierzęcy” Georga Orwella, ale tym razem w formie powieści graficznej. Adaptacją i ilustracjami zajął się Odyr. Odyr to brazylijski rysownik zajmujący się ilustracjami i komiksami. Graficzne przedstawienie tej historii sprawia, że jej przesłanie staje się jeszcze bardziej wyraziste.

Fabuła

Dla przypomnienia, bo myślę, że większość wie o czym opowiada “Folwark zwierzęcy”, kilka słów o czym jest ta książka. Jeśli jednak jest ktoś, kto nie czytał książki, proszę ominąć tę część. Na farmie pana Jonesa, zwierzęta zachęcone przez starego knura Majora, a później pod przewodnictwem innych świń – Snowballa i Napoleona wszczynają powstanie. Pan Jones zostaje w efekcie przepędzony z farmy, a zwierzęta rozpoczynają samodzielne gospodarowanie. Snowball i Napoleon ustalają pewne zasady dla wszystkich zwierząt. Jedna z nich mówi, że wszystko co ma 2 nogi jest złe, a co ma 4 jest dobre. Poza tym wszystkie zwierzęta są równe.

folwark 1Zwierzęta ciężko pracują na farmie, nie zauważają, że niektóre zwierzęta robią się równiejsze… Otóż Snowball i Napoleon podkradają co smaczniejsze kąski. A kiedy to wychodzi na jaw, tłumaczą, że przywódcy muszą lepiej jeść, aby mieć siłę myśleć. Niestety pomiędzy Snowballem i Napoleonem zaczynają się zgrzyty.folwark 2 Po jednej z kłótni Napoleon z pomocą psów, które sobie wychował, przepędza Snowballa z farmy. Zwierzęta nadal ciężko pracują, a Napoleon powoli wprowadza rządy dyktatorskie. Na końcu, Napoleon dogaduje się z ludźmi i zaczyna zachowywać się jak oni. Trudno odróżnić kto jest świnią, a kto człowiekiem.

 

Podsumowanie

Ta książka tak naprawdę jest ostrzeżeniem przed tym co może się stać, jeśli władza zapomina o zasadach demokracji i zaczyna działać samowolnie. Jeśli władza nie jest kontrolowana, to dochodzić może do różnych dziwnych zachowań, do zastraszania społeczeństwa. Szerzy się propagandę, kłamstwo, ludzie są ogłupiani. folwark 3 Jeśli chodzi o samą treść, to trudno tu pisać coś nowego. Na pewno ta brutalność i dosłowność w obrazach sprawiało, że bardziej do mnie docierało jak bezwzględne i brutalne zachowanie przedstawiały zwierzęta, a szczególnie świnie. Odyr za pomocą akwareli oddaje powagę sytuacji, nie operuje jaskrawymi kolorami. Wieś jest przedstawiona bardzo naturalnie. Moim zdaniem jest to książka, po którą warto sięgnąć.

 

A czy Wy znacie jakieś powieści graficzne, czy komiksy, które moglibyście mi polecić?

śbk

Przedpremierowo “Papierowy mag” – Charlie N. Holmberg

sssssssssPrzedpremierowo “Papierowy mag” – Charlie N. Holmberg

Emery

“Papierowy mag” Charlie N. Holmberg to debiut autorki i moim zdaniem bardzo udany. Książka jest początkiem serii o magach i mam nadzieję, że następne będą równie dobre jak ta.

Niespełnione marzenie

Ceony Twill ma 19 lat i niedawno ukończyła Szkołę Magów Tagis Praff. Każdy absolwent tej szkoły musi wybrać sobie specjalizację magii, którą chce praktykować. Może zostać magiem od danego materiału: metalu, papieru, szkła i każdego innego stworzonego przez człowieka. Ceony zawsze chciała zostać Wytapiaczem, czyli magiem zajmującym się metalem. Niestety jej specjalizacja została jej narzucona i ma zostać Składaczem. Składacze zajmują się papierem. Dziewczynie wydaje się, że gorzej trafić nie mogła. Nie dość, że nudno, to jeszcze poznając swojego mistrza, maga Emery’ego Thane’a, bierze go za dziwaka. Z czasem okazuje się, że bardzo się myliła. Emery jest ekscentryczny, jednak jest świetnym nauczycielem i potrafi zaciekawić Ceony nawet zwykłym papierem. Okazuje się, że z papieru można tworzyć magiczne rzeczy i to absolutnie nie jest łatwa rzecz. Pewnego dnia odwiedza ich tajemniczy gość – kobieta o imieniu Lira. Lira robi coś przerażającego – dosłownie kradnie serce Emery’ego.

Podróż w krainę serca

Ceony nie waha się ani chwili i wyrusza na pomoc. Musi odnaleźć serce Emery’ego i włożyć je na miejsce. Dzięki odrobinie papierowej magii, którą poznała tworzy zastępcze serce, ale ono długo nie będzie biło. Czasu jest mało, Lira jest niesamowicie niebezpieczna, bo zajmuje się nielegalną, złą magią, a Ceony brak doświadczenia. Jednak dziewczyna jest pełna nadziei i wyrusza do serca Emery’ego w podróż przez wspomnienia, nadzieje, oczekiwania i niepewności maga. Dzięki temu pozna jego tajemnice, pozna jego samego. Czy doprowadzi ją to do szczęśliwego zakończenia? Zachęcam do sięgnięcia po książkę.

Udany debiut

Książka “Papierowy mag” to bardzo dobra powieść nie tylko fantasy, ale również obyczajowa. Porusza tematy pozornie błahe, ale o których często zapominamy. Autorka ma doskonałą wyobraźnię, nie boi się tworzyć obrazów czasem bardzo trudnych, mocnych. Jednak cechuje ją też poczucie humoru i duża wrażliwość. Bohaterowie nie są jednoznaczni, są po różnych przejściach. Na pewno nie są nudni. Ceony i Emery tworzą świetną parę literacką i zaskarbili sobie moją sympatię. Akcja jest bardzo szybka, dużo się dzieje i na pewno z przyjemnością sięgnę po kolejne części.

#papierowymag #wydawnictwokobiece

 

“Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi” – Sarah J. Maas

sssssssss“Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi” – Sarah J. Maas

KM

Recenzja prawie przedpremierowa

Sarah J. Maas książką “Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi” rozpoczyna  zupełnie nową serię, która również traktuje o Fae, mieszańcach, zmiennokształtnych i wielu innych nadprzyrodzonych postaciach, ale jest inna niż poprzednie książki autorki. Pomimo kilku niedociągnięć bardzo mi przypadła do gustu. Książka jest podzielona na 2 części, obie mają ponad 500 stron. Premiera części pierwszej odbyła się 20 maja, a część druga ukaże się 03 czerwca.

O czym jest ta książka?

Bohaterką książki, a właściwie książek, jest Bryce Quinlan, w połowie Fae, w połowie człowiek. Jej matka jest człowiekem, a ojciec to wysoko postawiony Fae. Bryce mieszka w Księżycowym Mieście na planecie Midgard, pracuje w galerii z antykami, której właścicielka czarodziejka prowadzi nielegalne interesy. Dziewczyna przyjaźni się ze zmiennokształtną Daniką Fendyr, wilczycą, która jest alfą Watahy Diabłów, a w przyszłości ma zostać Pierwszą wśród wilków. Ich polega głównie na ciągłym imprezowaniu, piciu i uprawianiu seksu z przygodnymi facetami. Korzystają z przyjemności i atrakcji jakie Księżycowe Miasto im oferuje. Jednak przychodzi dzień, w którym życie Bryce zmienia się całkowicie i już nigdy nie będzie takie samo. Tragedia, która ma miejsce z imprezowiczki zmienia ją w zupełnie nową osobę. Ponadto dostaje zadanie, aby odkryć morderców i wyjaśnić zagadkę zniknięcia tajemniczego artefaktu. Nad tym ma pracować razem z Huntem Athalarem, upadłym aniołem, zwanym Cieniem Śmierci. Początek ich współpracy nie jest łatwy. Każdy z nich skrywa jakieś tajemnice, każdy nosi w sercu ogromną ranę i nie potrafi nikomu zaufać. Jednak z czasem zaczyna się to zmieniać i widzimy jak wspaniale rozwija się ich znajomość. Dużym plusem są ich przepychanki słowne, które są dowcipne i ironiczne.

KM Uroboros

Opasłe tomiska

Dlaczego ta książka jest tak gruba? Gdyby był to jeden tom, miałby ponad 1000 stron. Ktoś powie, że autorka mogłaby niektóre fragmenty skrócić i szybciej dojść do finału. Ale moim zdaniem właśnie to co się zdarza po drodze jest na tyle ciekawe, że nie można tego za bardzo skrócić. Fabuła jest wielowątkowa, jest cały ogrom postaci, więc wielu rzeczy nie można wyrzucić. Pomimo tego, że możemy się domyślać zakończenia, to w między czasie wyjaśnienia innych wątków są ogromnie zaskakujące. Niestety kilka sytuacji udało mi się przewidzieć, ale nie zmniejszyło to mojego zainteresowania całością. W książce jest duża dawka humoru. Akcja jest dość szybka, jak na te wiele wiele stron 😉 Autorka również nawiązuje do mitologii, do Biblii, więc można tę książkę czytać na wielu płaszczyznach.

Czy czekam na ciąg dalszy?

Tak, czekam. Dlatego, że polubiłam postaci, wiele wątków jeszcze nie jest domkniętych i autorka zostawiła otwarte drzwi na następną książkę. Podobają mi się również odniesienia do róznych mitologii, a także struktura Księżycowego Miasta i pozostałych miejsc na planecie Midgard. Podobno jest to książka dla starszego czytelnika. Faktem jest, że jest dużo więcej aluzji do seksu, jak również więcej przekleństw i bardziej dosłownych opisów. Samych scen łóżkowych nie jest dużo, ale co chwilę któryś z bohaterów, albo o tym myśli, albo mówi. Nie będę podawała kategorii wiekowej, ale chyba lepiej jak nie będziemy zaliczać tego do kategorii Young Adult 😉

A Wy byliście już w Lunathionie? Poznaliście Bryce i jej przyjaciół? Czy może to dopiero przed Wami? Jestem ciekawa Waszych opinii. Piszcie czy Wam się podobało, czy jednak za bardzo przypomina Wam poprzednie książki autorki?

 

 

Recenzja przedpremierowa: “Gdyby nie ty” – Colleen Hoover

sssssssssRecenzja przedpremierowa: “Gdyby nie ty” – Colleen Hoover

Colleen

Kiedy dostałam propozycję recenzji najnowszej książki Collen Hoover chętnie się zgodziłam, bo nie miałam okazji jeszcze bliżej się poznać z tą autorką i byłam ciekawa czy zaiskrzy między nami. Zwłaszcza, że zbiera w internecie tyle pochlebnych opinii. Niestety panią Hoover.jest mi nie po drodze i raczej się już nie spotkamy.

O czym?

Książka “Gdyby nie ty” opowiada historię dwóch kobiet – matki i córki. Morgan, urodziła Clarę w wieku siedemnastu lat. Zburzyło to jej życiowe plany, musiała odsunąć na bok swoje ambicje, aby zająć się wychowaniem córki. Na szczęście ojciec Clary, Chris,  wziął na siebie obowiązek utrzymania domu, aby ona mogła poświęcić się dziecku i zająć się domem. Morgan ma również siostrę Jenny, która jest bardzo blisko z nią związana, oraz przyjaciela domu Jonaha. Atmosfera rodzinna jest wręcz sielankowa. Clara, obecnie siedemnastoletnia dziewczyna, przeżywa pierwsze nastoletnie zauroczenie, jej ciotka Jenny jest jej powierniczką, ale z matką też żyje w dobrych stosunkach. Cała czwórka – Morgan, Jenny, Chris i Jonah żyją sobie razem w wielkiej przyjaźni. Jenny niedawno urodziła Jonahowi dziecko. Jednak pewnego dnia wydarza się coś, co psuje całkowicie tą sielankę.

Od tego momentu wszystko co może się wali. Wszystko o czym do tej pory Morgan myślała, że jest prawdą, okazuje się, że nią nie jest. Zawiodły i rozczarowały ją najbliższe jej osoby. Nagle jej córka odsuwa się od niej, bo jej życie też legło w gruzach. Ich relacje całkowicie się psują. Clara spotyka się z chłopakiem, z którym nie powinna się widywać, nie potrafi sobie poradzić z wszystkim co się teraz wokół niej dzieje. Morgan również przeżywa emocje, o których nie sądziła, że jeszcze mogą stać się jej udziałem. Czy jakoś wybrnęły z tej trudnej sytuacji życiowej? O tym musicie przekonać się sami sięgając po książkę.

Dlaczego nie?

Doskonale wiem, że streściłam fabułę bardzo ogólnie, ale jeśli podałabym kilka szczegółów więcej, to zdradziłabym praktycznie całą treść, a tego robić nie chciałam. To jest własnie jeden z powodów, dla których więcej nie sięgnę po książki Colleen Hoover. Treść jest tak przewidywalna, że wystarczy przerzucić kilka karetek i okazuje się, że “a tak właśnie myślałam”. Czytając “Gdyby nie ty” miałam wrażenie, że ten amerykański film już widziałam i to nie raz.

Kolejny minus to język tej książki. Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, czy po prostu pani Hoover tak pisze, ale język tak prosty, jakby czytało się gazetę typu “Bravo”. Poza tym Morgan, chociaż ma 34 lata, to przemyślenia ma na poziomie trzynastoletniej dziewczynki. Czasem jej córka wydaje się bardziej dojrzała. A na pewno zachowanie ma typowo nastoletnie. I właśnie do takich osób ta książka powinna trafić. Do młodych dziewczyn, które mogą w niej odnaleźć być może czasem swoje własne sytuacje życiowe. Być może książka pozwoli im uporać się z jakimiś własnymi problemami.

Przeczytałam książkę do końca, bo ciągle miałam nadzieję, że mnie czymś zaskoczy. Książkę czyta się bardzo szybko i nawet jest ciekawa, jeśli przestawi się na tryb nastoletni. Nie napiszę, że ją polecam, bo nie byłoby to zgodne z moim czytelniczym sumieniem, ale myślę, że warto po nią sięgnąć aby samemu się przekonać czy nam pasuje, czy nie.

A Wy jakie macie doświadczenia z książkami tej autorki?

Premiera książki – 11 marca4

 

Recenzja przedpremierowa: “Płacz” – Marta Kisiel

sssssssssRecenzja przedpremierowa: “Płacz” – Marta Kisiel

kisiel

Nadszedł ten dzień. Chociaż go odwlekałam jak mogłam. Książka “Płacz” leżała sobie na półce i czekała aż przeczytam dwie inne. Ale je skończyłam i już nie znajdowałam więcej wymówek, więc wzięłam się za czytanie. A teraz czuję smutek ogromny, że to koniec. Koniec cyklu wrocławskiego, który rozpoczęła książka “Nomen omen”, potem “Toń” i jako zwieńczenie dzieła “Płacz”. Jak było? Jak zwykle doskonale, bo Ałtorka umie w słowa i umie w emocje.

Co się dzieje

W ostatniej części mamy próbę podsumowania i domknięcia wątków z poprzedniej części. Jeśli ktoś nie czytał książki “Toń”, to będzie ciężko, bo są odniesienia i nawiązania to wydarzeń, które w niej miały miejsce. Tym razem głównymi bohaterkami są Matylda Bolesna i Eleonora Stern. Pojawiają się również Karolek, Dżusi i Gerd, a także przez krótki czas towarzyszy nam Klara Stern. Nową postacią jest Hubert Dobrzyń, którego Eleonora poznaje, kiedy wyjeżdża z Wrocławia, aby odciąć się od wszystkiego i wszystkich. Zostawia pracę, rodzinę i ucieka w ustronne miejsce w okolicach Gór Sowich i zatrzymuje się w małym pensjonacie. Poznaje Huberta, on opowiada jej o rodzinnej zagadce, a Eleonora czy to z nudów, czy to z ciekawości chce mu ją pomóc odkryć z użyciem swoich wyjątkowych umiejętności. To prowadzi to nieprzewidzianych i bardzo niebezpiecznych zdarzeń. Eleonora potrzebuje pomocy, stara się o nią wołać, a jedyną osobą, która ją słyszy jest pani Matylda. Zbiera więc ekipę ratunkową i wyruszają na pomoc pannie Stern.

Trudna historia

Wizyta w Górach Sowich pozwala zagłębić się w tajemnice tamtejszych terenów. Marta Kisiel przybliża nam ciekawą, a właściwie bardzo trudną i smutną historię wydarzeń z czasów II wojny światowej. Dla mnie były to bardzo interesujące fragmenty, dlatego że okres II wojny światowej, a szczególnie temat obozów koncentracyjnych, to coś co mnie fascynuje (jeśli takiego słowa można użyc w tym kontekście). Miałam okazję odwiedzić obóz Gross Rosen, a dzięki książce dowiedziałam się o nim nowych faktów. Już od książki “Nomen omen” Marta Kisiel przemyca historię Dolnego Śląska, szczególnie Wrocławia i uważam, że to świetny pomysł.

Co dalej?

Wracając do głównej części książki “Płacz”. Kiedy ekipa ratunkowa dociera na miejsce odkrywa, że coś jest bardzo nie tak jak być powinno. Ktoś miesza z pogodą, z czasem. Karolek, Dżusi, pani Matylda i Gerd dowiadują się czemu Eleonora była w niebezpieczeństwie i kogo szuka Hubert Dobrzyń. Żeby przywrócić równowagę w przyrodzie muszą ruszyć na bardzo trudne poszukiwania, zdając sobie sprawę, że mogą już z tej wyprawy nie wrócić. Jak to wszystko się zakończy? To już musicie sprawdzić sami. Mogę tylko napisać, że zakończenie książki jest takie słodko-gorzkie i dobrze. Bo nie jest zbyt cukierkowo, ale też człowiek nie łapie totalnego doła.

To już jest koniec

Kiedy pierwszy raz sięgałam po książkę Marty Kisiel była to właśnie “Nomen omen”. Jej recenzję możecie przeczytać TU. Wcześniej wzbraniałam się przed sięganiem po polskie autorki, ale jakaś siła niższa mnie podkusiła i jestem jej bardzo wdzięczna :). Potem była “Toń”, o której nie pisałam, bo to była akurat czas, kiedy mało co na blogu się pojawiało. A teraz “Płacz”. Trudno wybrać która z nich jest najlepsza. Każda ma swój urok. Cykl wrocławski, to zupełnie inna tematyka i inne emocje niż książki o Lichotce, czy Lichu. Tutaj mamy duży ładunek uczuć, a mniej żartu. Oczywiście też pojawiają się elementy humorystyczne, ale generalnie nastawienie jest na mówienie o sprawach poważnych na serio. W ostatniej części nie jest inaczej. Jest wiele sytuacji, które nawet przygnębiają, ale gdzieś zawsze stara się przebijać ten promyk nadziei, że w końcu będzie lepiej, że z gruzów należy się otrzepać i powstać, albo zbudować na nich coś nowego. Jest oczywiście smutno, że to już koniec, ale za te wszystkie emocje, nawet za łzy, które czasem się pojawiły, bardzo Ałtorce dziękuję.

Premiera książki 11 marca. Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uroboros.