Tytuł: Małe Licho i anioł z kamienia

Autor: Marta Kisiel

Ilość stron: 237

Okładka: miękka

Format: książka

Wydawnictwo: Wydawnictwo Wilga

Ocena:

6/6

Aniołek

Muszę w końcu to napisać. Marta Kisiel,to najgorsza Ałtorka jaką znam. Jestem po lekturze “Małego Licha i anioła z kamienia” i jestem totalnie zawiedziona. Zaraz się dowiecie dlaczego i być może uda się Was przestrzec przed popełnieniem błędu nabycia książki, której premiera już 30 października.

Święta, święta i po świętach…

Znany Wam już z poprzedniej części Bożek aklimatyzuje się w szkole, a nawet ma kolegę. Jest zima, zbliżają się święta, chociaż Bożek nie do końca rozumie tradycje chrześcijańskie, to z chęcią pisze list do Pani Gwiazdki. Na szczęście ma wujka Konrada i wujka Turu, swoje Małe Licho oraz resztę bandy. Nikt tak nie wyjaśni obyczajów i tradycji jak Konrad. Turu doprawi szczyptą żartu, a zły nastrój poprawi Krakers swoimi wypiekami. Małe Licho nie odstąpi na krok, a do tego mama zgadza się, żeby Bożek urządził imprezę sylwestrową, na którą zaprasza swojego najlepszego przyjaciela. No i tu już jest pierwszy moment, kiedy to Ałtorka mnie roczarowuje. Bo to już jest nudne, żeby kolejny raz w książce niby dla dzieci, robić taką atmosferę, że nawet stara baba jak ja czuje zapach świątecznego ciasta, czuje miłość wyglądającą z każdego kąta tego przedziwnego domu.

Wybuchowa mieszanka

Na szczęście nie wszystko jest takie cudowne i kolorowe. Jedno pechowe wydarzenie psuje wspaniały posylwestrowy nastrój. Bożek w towarzystwie przemądrzałego Tsadkiela i przesłodkiego Gucia jest zmuszony wyjechać na całe ferie do tajemniczej ciotki, zamieszkującej jakieś odludzie. Tutaj zła Ałtorka miesza postaci z dwóch serii i połap się w tym człowieku. Z jednej strony Bożydar, Gucio i Tsadkiel, a z drugiej Oda, Bazyl i Ossa. Że niby ktoś ma być z tego zadowolony? Kto będzie się cieszył  z tego, że Ałtroce udało się połączyć bohaterów z “Dożywocia” i “Oczu urocznych” w jednej książce?

Zabawa i nauka

Pobyt Bożka u ciotki Ody, to nie zwykłe ferie u normalnej cioci. Oda i jej dziwna aura nie wzbudzają zachwytu Tsadkiela, a do tego czort i jego mama przepełniają już szalę goryczy. Ktoś powie kilka słów za dużo, ktoś inny nie będzie potrafił nie reagować i przez zbieg kilku zdarzeń Tsadkiel zniknie. Nikt inny tylko Bożek podejmie się trudu odnalezienia go. Ta wyprawa nie będzie łatwa, ale dzięki niej Bożek znów odkryje kilka ważnych dla siebie rzeczy. Ale nie tylko on. Ta paskudna, zdolna Kisiel ma ogromny talent do wplatania poważnych tematów w pozornie błahe i zabawne wydarzenia. Udało jej się to doskonale w “Tajemnicy Niebożątka” i udaje jej się to teraz.

O co naprawdę chodzi?

Jak możecie przeczytać ta książka będzie hitem. Wszyscy znów będą Ałtorkę chwalić, podziwiać, dawać jej nagrody. I co? I bardzo dobrze! Bo jej się to wszystko należy :). Książka jest cudowna, jestem nią zachwycona, a moja miłość do twórczości Marty rosła z każdą przeczytaną stroną. Postaci są cudownie skrojone, każdy bohater ma coś co go wyróżnia. Wszystkie dialogi, sceny, opisy i cała historia stworzona przez Atłorkę jest odpowiednio podana i ma sens. To niesamowite jak pozornie prosta książeczka dla dzieci może tak zachwycić i zauroczyć. Mam wielką nadzieję, że będzie dalszy ciąg, bo nie wyobrażam sobie rozstania z postaciami z “Dożywocia” i “Oczu Urocznych“.

Jeśli już jeteście lub będziecie po lekturze “Małego Licha“, to napiszcie w komentarzach czy Wam też się tak nie podobała jak mnie 😉

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję Wydawnictwu Wilga

 

 

 

%d bloggers like this: